środa, 24 sierpnia 2016

Sentymentalny odbiorca.

Obejrzałem go. Obejrzałem go po raz kolejny w tv. Bo przyznać muszę, że tylko filmy oglądane przeze mnie na szklanym ekranie, wydają mi się na swój sposób magiczne.
A oto kolejny raz dane mi było śledzić losy młodych bohaterów Polski międzywojennej, których historię przedstawiono w filmie rodzimej produkcji, zatytułowanym: „Jutro idziemy do kina”.
Mam do tego filmu szczególny sentyment. Choć tak naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić, czemu.

poniedziałek, 25 lipca 2016

On wrócił. Na bloga, na forum, do domu, z Woodstocku.

Jeszcze na początku pisania bloga(zabrzmiało jakbym prowadził go co najmniej rok),
a było to dokładniej wtedy, gdy swoją publikację miał dopiero mój ósmy wpis i zapału do pisania miałem nie mało, miałem nie tyle pretensje do blogerki, którą od 2 lat systematycznie poczytuję, co byłem rozczarowany jej 10-dniową nieobecnością na blogu.
Teraz sam zaniepisałem. I to na dłużej. Dużo dłużej. Okazuje się, że wcale nie jest tak łatwo być systematycznym w pisaniu tekstów. Tekstów z głową rzecz jasna.
Mimo tego, że spisanych tematów do opisania mam wiele, mimo tego, że kilka tekstów już prawie gotowych i tylko czekają na ostateczną poprawkę, to człowiek zebrać się w sobie nie może, przez co na ich publikację się zbytnio nie zanosi.
Może to za mało obowiązków. Może zbyt mało ważnych spraw, które można przesunąć w czasie na tyle, by coś po drodze na bloga poskrobać?
A może to wakacyjne poczucie, że niczego nie muszę, które niespodziewanie objęło każdą dotyczącą mnie sprawę?

Sam nie wiem jak to ugryźć. Ale w ostatnim czasie niespecjalnie miałem też warunki do tworzenia. Brak wygodnych narzędzi do pisania i nieskrępowanego dostępu do internetu, znacznie utrudnia, żeby nie napisać uniemożliwia umieszczanie swych wpisów. A przecież pisanie powinno sprawiać przyjemność, a nie być przykrym obowiązkiem.

A ostatnio powodów było wiele. Różnych. Lecz skupię się tylko na dwóch z nich. Dość dużych. Można by rzec: ogromnych. Ogromnych jak Przystanek Woodstock w Kostrzynie i ogromnych jak hala, w której po Woodstockowym szaleństwie przyszło mi pracować. 

czwartek, 30 czerwca 2016

Gdy do domu jakoś nie po drodze.

Egzaminy już za mną. Rzekłbym: wakacje! Ale w przeciwieństwie do rzeszy moich znajomych, którzy już dawno spakowali swoje manatki i wyruszyli w podróż powrotną do swoich miast i wsi, mnie jakoś niespieszno do domu.

I bynajmniej nie chodzi tu o brak znajomych, których na co dzień widywało się na wydziale, bo tych paru zaufanych w swoich okolicach mam. Co prawda nie w takiej ilości jak w mieście, ale są. Tu chodzi o niezależność. A właściwie o jej brak. I to nawet nie o tę finansową. 
Choć przyznać muszę, że brak kieszonkowego w wakacje doskwiera najbardziej.
W mieście nikt mi nie mówi o której mam wstać, kiedy pójść do sklepu, posprzątać w kuchni czy też w pokoju. W domu wszystko to odbywa się na innych zasadach i bynajmniej nie ja je ustalam. A przebić się z własną argumentacją - szczególnie gdy jest się na utrzymaniu rodziców - wcale nie jest tak łatwo. Tak samo jak nie jest łatwo w mych okolicach o pracę na niecałe trzy miesiące. Szczególnie taką, gdzie zaakceptują większość mych wakacyjnych planów. A ich mam niemało.

piątek, 24 czerwca 2016

Kwestia spóźnienia - pojęcie względne

Raz kiedyś wpadając na kolokwium spóźniony i już od progu wołając: “przepraszam
za spóźnienie", usłyszałem od prowadzącej, że “punktualność jest cnotą królów”.
Aż cisnęło mi się na usta, by odpowiedzieć, że ich czasy już dawno minęły,
ale z racji tego, że jakoś nadzwyczajnie wiedzą nie grzeszyłem,
wolałem to przemilczeć, by nie drażnić lwa.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Cudze chwalicie, bo go nie znacie! - część 2.

Cudze chwalicie, bo go nie znacie! - część 1.

Z racji tego, że często mówię co mi ślina na język przyniesie - a i sympatii trochę do człowieka miałem - postanowiłem że przysłużę się znajomemu i bezpiecznie sprowadzę go na Ziemię. Zanim brutalnie zrobi to za mnie rzeczywistość.
A ta już potrafi być okrutna.
Bo niestety nie każde „welcome to my world” wywołuje dreszczyk podniecenia.
Czasami - i to w najlepszym wypadku - będzie to grymas niezadowolenia na twarzy,
a czasami zderzenie z rzeczywistością ze strefą zgniotu na silniku - Fiata 126p.

czwartek, 16 czerwca 2016

Cudze chwalicie, bo go nie znacie! - część 1.

Czyli…
Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma,
a trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu

Połowa czerwca. 2:40. Noc. Ale zaraz zacznie świtać. Wiadomość od znajomego ze starszych lat. Potrzebuje koszuli na egzamin. Na 10. Rano. Chciał do mnie wbić o 9, ale z racji prowadzonego przeze mnie nocnego trybu życia, skutecznie wybiłem mu ten pomysł z głowy.
20 minut później jest w moim mieszkaniu.

środa, 15 czerwca 2016

Sezonowość

Sezon na „co tam słychać na biologu?” można uznać za otwarty!

Właściwie to ostatnio zauważyłem, że w moich zainteresowaniach
dominuje wspomniana w tytule sezonowość.
A przejawia ona wartości skrajne. Od euforii i maksymalnego zainteresowania, 
do kompletnego jego braku. Rzekłbym nawet - ignorowania tematu.